Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prommac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prommac. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 marca 2014

PROMMAC wciska nam kit

Niestety wyczekiwana przez fanów MMA w Polsce walka pierwszego polaka w UFC Tomasza Drwala z niepokonanym mistrzem federacji King of the Cage Seanem Stricklandem nie odbędzie się. Od początku to wyglądało zbyt pięknie by było prawdziwe. Takie rzeczy zdarzają się nawet największym i najlepszym federacjom. Federacja Prommac znalazła zastępcę ... niejakiego Delsona Heleno. I tu zaczyna się problem. Zabrakło im odwagi by powiedzieć prawdę kto to jest. Reklamowany jest jako zawodnik, który dominuje nad wszystkimi siłą fizyczną, który będzie dla Tomasza Drwala jeszcze większym wyzwaniem niż Sean Strickland. Powiem brutalnie i wulgarnie - GÓWNO PRAWDA. Delson Heleno walczy o kategorię wagową niżej czyli w wadze półśredniej, kiedyś  zajmował wysokie miejsca w rankingach ale to było ... 7 lat temu. Obecnie zajmuje #156 miejsce w rankingu Fightmatrix w kategorii półśredniej. W UFC walczył raz i przegrał z zawodnikiem wagi ... lekkiej Francisco Trinaldo, którego niedawno pokonał nasz reprezentant w UFC w tej kategorii wagowej Piotr Hallmann. I gdzie ta ogromna siła fizyczna, którą ma zdominować Tomasza Drwala?

Dla porównania Tomasz Drwal zajmuje obecnie #42 miejsce w rankingu Fightmatrix w kategorii średniej, a więc o jedno wyższej. Jego rekord w UFC to 3-3-0. Do tego jest od swojego rywala 4 lata młodszy, najlepsze lata kariery ma już raczej za sobą, ale do sportowej emerytury w przeciwieństwie do jego nowego rywala jeszcze mu daleko. Jeśli Delson Heleno ma być dla Tomasza Drwala ogromnym wyzwaniem, to ... naprawdę źle świadczyłoby to o Tomaszu Drwalu. Myślę jednak, że Gorilla rozprawi się z rywalem bardzo szybko i pokaże, że to Prommac opowiada nam bajki.

I to by było na tyle. Straciłem szacunek do federacji Prommac, nie za to że hitowa walka wieczoru im nie wypaliła bo to zdarza się najlepszym, ale za to że próbuje wciskać nam kit takimi oto słowami - cytuję za stroną prommac.pl "Połączenie tych wszystkich atutów poparte niezwykłą siłą, będzie stanowiło ogromne wyzwanie dla Tomasza Drwala. Od czasu walk w UFC „Gorilla” nie mierzył się bowiem z zawodnikiem na takim poziomie i to zestawienie z całą pewnością mogłoby się znaleźć na każdej z kart największej organizacji na świecie. Według nas, zawodnik teamu braci Nogueira, będzie dla Tomasza Drwala pod każdym względem dużo większym wyzwaniem niż Sean Strickland.(...) To będzie prawdziwa walka wieczoru! Jeszcze lepsza, niż wcześniej anonsowane starcie Tomasza Drwala z Seanem Stricklandem.(...) Nie zmienia to jednak faktu, iż zabezpieczyliśmy się na ewentualność nagłej zmiany zawodników, tak by fighter, który wejdzie do oktagonu był przynajmniej na tym samym poziomie, co jego poprzednik, a nawet – tak jak naszym zdaniem jest w tym przypadku – był po prostu lepszy."

Wstydźcie się

piątek, 14 lutego 2014

KSW vs PROMMAC / Biznes vs Sport



W marcu odbędą się w Polsce dwie gale MMA. Legendarnego u nas już KSW i nowo powstałego PROMMAC, co może wydawać się dziwne ciekawiej zapowiada się ta druga. Zebrano znanych i doświadczonych polskich zawodników (Tomasz Drwal, Michał Kita) oraz naprawdę dobrych zawodników chociaż mniej znanych (Szymon Bajor, Bartosz Fabiński) i znaleziono dla nich rywali z kraju lub zagranicy będących dla nich wyzwaniem (no może poza Kitą bo jest on zdecydowanym faworytem pojedynku). Tomasz Drwal musi zmierzyć się z niepokonanym mistrzem federacji KOTC, zdania ekspertów co do wyniku tego pojedynku są bardzo podzielone. Dla mnie faworytem jest Sean Strickland, ale tak naprawdę nikt nie potrafi przewidzieć jak ten pojedynek się skończy. Taki powinien być sens MMA, wychodzi naprzeciw siebie dwóch świetnych zawodników i nie wiadomo kto wygra, to pokaże walka. MMA to powinien być sport w prawdziwym znaczeniu tego słowa, bez cyrku, bez klaunów.


Inaczej jest w KSW, zaczęli świetnie sprowadzali młodych perspektywicznych zawodników jako przeciwników dla krajowej czołówki (Francis Carmont, Alexander Gustafsson, Attila Vegh). Po kilku galach KSW urosło do miana największej federacji MMA w Europie. Pojawił się jednak problem, dobrzy zawodnicy z zagranicy okazali się lepsi od polaków. Nie było oglądalności, nie było zysków. Zmieniono taktykę. Zatrudniono Pudziana i Najmana. KSW stało się biznesem, wychowało kilka gwiazdek, które otacza płaszczykiem ochronnym dając im za przeciwników emerytowane gwiazdy klasyfikowane w drugiej setce rankingów. Zawodników klasy Carmonta, Gustafsona czy Vegh już tam nie oglądamy i nigdy nie zobaczymy. KSW ostatnio odcina kupony od tego wcześniej wypracowało. Karol Bedorf czy Michał Materla nigdy nie będą zawodnikami światowej klasy bo im to uniemożliwiono. Chcąc ich chronić przed utratą pasów, pogorszeniem rekordów daje im się przeciwników z trzeciej ligi. Na Materli już się to zemściło, został znokautowany przez przeciętnego Jaya Silvę. Bedorf ma się mierzyć z emerytem Timem Sylvią, jak wygra nic nie zyska, jak przegra podzieli los Materli. Do tego obowiązkowi są celebryci, nie ma tym razem Pudziana, będzie Kamila Porczyk. Porównajcie rozpiskę KSW 16 i KSW 26 a zobaczycie o jak wiele federacja cofnęła się w sportowym rozwoju w tak krótkim czasie. Czy z zapowiadanego wielkiego rozwoju w 2014 coś wyniknie? Czas pokaże, ale póki co nic na to nie wskazuje, karta walk KSW 26 jest jedną z najsłabszych w historii federacji.


A teraz smutny wniosek. Na przykładach z zagranicy widać, że MMA to już nie jest sport, to tylko biznes. Wszystkie federacje, które stawiają przede wszystkim na sport marnie kończą (nie mają zysków, do tego drażnią UFC które ich likwiduje). Po porażce Strikeforce nikt już chyba nie zorganizuje klasowego turnieju wagi ciężkiej. W tym roku Bellator postawił na walor sportowy ale obawiam się, że źle na tym wyjdzie. O ile UFC nie zagrozi, to straci na tym finansowo, bo przez turnieje i pojedynki mistrzów z pretendentami numer 1 wyklaruje mu się układ sił. Wiadomo będzie kto jest najlepszy, kto drugi, kto trzeci. Dalsze pojedynki stracą na jakiś czas sens. Uwielbiam turnieje w MMA, ale po kilkunastu galach UFC zrozumiało, że turnieje się nie opłacają. Jedna gala i wszystko staje się jasne. Dlatego od ponad 150 gal z turniejów zrezygnowano. W zamian dawkuje nam się emocje i zanim sytuacja w danej kategorii wagowej się wykrystalizuje, zanim wyłoni się  pretendenta numer 1, pojawiają już się nowi i biznes cały czas się kręci. Tak robiło UFC przez ostatnie lata, mistrzowie nie mierzyli się z najlepszym przeciwnikiem tylko z innymi z dalszych miejsc. Dopiero w zeszłym roku chyba przez rosnąca konkurencję w UFC doszło do walk mistrzów z najlepszymi możliwymi przeciwnikami i wreszcie były emocjonujące pojedynki o pasy, które zmieniły układ sił w niejednej kategorii wagowej. Chociaż w królewskiej wadze ciężkiej Cain Velasquez nadal jest pod specjalną ochroną, dostał trzecią walkę z Juniorem Dos Santosem, która kompletnie pozbawiona była sensu. A na swoją szansę od dawna czekali Fabricio Werdum, Daniel Cormier a teraz także Travis Browne. I czekają nadal. No ale taki jest biznes bo sportem ciężko już to nazwać.

Dlatego życzę sukcesów federacji PROMMAC i trzymam za nią kciuki bo postawiła na sport. Podobnie jak Bellator, który w tym roku wytoczył wszystkie działa jakie miał by osiągnąć sukces pod względem sportowym i dopiero na tej podstawie osiągnąć sukces komercyjny. A tego i im i sobie jako fanowi życzę by w MMA sport wreszcie wygrał z biznesem.